Proza (prze)życia czyli słów kilka o WelcomeBook-u

Na początek pytanie: jaka jest najlepsza recepta na niepracujący wieczór po pracującym dniu? Las rąk, milion pomysłów, nikt nie udzielił prawidłowej odpowiedzi. Otóż, Kochani, lektura!

Mała podpowiedź dla niezorientowanych: macie ją ciągle przy sobie. Jest Waszym prezentem na nowej drodze życia. Trochę darem od Losu, bardziej podarkiem od agencji pracy. To Wasz drogowskaz na krętej ścieżce życia zawodowego. Przewodnik tych, którzy krajobraz Holandii widzą po raz pierwszy. Znany i lubiany komitet powitalny tych, którzy po raz kolejny zdecydowali, że skoro i tak muszą się w życiu narobić to wolą przynajmniej dobrze zarobić. Wszystko w jednym: organizator dla szczególnie niezorganizowanych, książka telefoniczna, kalendarzyk pozamałżeński, apteczka pierwszej potrzeby, szkoła pracowniczego savoirvivre’u, Ciocia Dobra Rada i wreszcie – pomoc domowa, gdy do domu daleko. Coś, co nie pyta, tylko rozumie.

Koniec zagadki. To „Książka powitalna”.

Nie brzmi jak poezja, bo dotyczy prozy życia. Jej autorem nie jest niejaki Roman Tyczny, więc na ogół nie czytacie jej przy świecach. No, chyba, że właśnie zabraknie prądu. W niczym nie przypomina scen z filmu „Casablanca”, więc podczas jej lektury nie uronicie ani jednej łzy. Nawet jeśli będziecie ją czytać podczas krojenia cebuli. Nie ma w niej science-fiction i to akurat dobrze, bo wystarczy, że science-fiction macie codziennie w godzinach pracy. Nie trzyma w napięciu jak najlepszy thriller. W zasadzie nie trzyma w napięciu nawet jak najgorszy thriller, bo prostu nie trzyma w napięciu. Przygodową także jej nazwać nie można. Chyba, że ktoś lubi takie przygody, podczas których nic się nie wydarza. Do historii też nie przejdzie. Czy posiada zatem jakąkolwiek zaletę? Owszem. Nawet dwie. Pierwsza: długością nie grzeszy – liczy zaledwie osiem stron, więc spodoba się nawet mniej biegłym w sztuce interpretacji literatury. I druga zaleta: w trudnej sytuacji może uratować Wam życie.

„Książka powitalna” to rodzaj zawodowego poradnika, którego celem jest sprawna organizacja wyjazdu oraz pobytu w Królestwie Niderlandów. Z jego treścią warto zapoznać się jeszcze przed wyjazdem, gdyż zawiera szereg cennych wskazówek, dzięki którym mamy jakiekolwiek i nie takie znowu blade wyobrażenie o swoim przyszłym zawodowym życiu. Zawarte tam informacje pozwolą Wam przygotować wszystko wcześniej i spakować się łatwo, szybko oraz przyjemnie. Płeć piękna po raz pierwszy zabierze rzeczy przydatne, a nie tylko ładne. To właśnie dzięki nim wreszcie będzie miała w co się ubrać. Męska część widowni tym razem może stać się bohaterem własnego bagażu i nie musi dzwonić do mamy w sprawie jego ewentualnej zawartości.

Mnie samej książka przydała się kilkakrotnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że obok sterty rzeczy koniecznie niezbędnych, o których wspominałam już pobieżnie, bo na niespełna trzy strony, w jednym z ostatnich wpisów, warto zabrać ze sobą także żywność. Ta informacja uratowała mnie skutecznie przed głodem, kulinarnym ubóstwem, a także utratą kilku nadprogramowych kilogramów. Taka strata jest, jak wiadomo, dla każdej kobiety – i dla mnie także – niewyobrażalną przykrością. Dzięki „Książce powitalnej” zabrałam ze sobą żywność wszelaką i w takiej ilości, że przez pierwszy miesiąc mogłam jeść coś więcej niż tylko kanapkę po studencku, czyli chleb posmarowany nożem. Och, coś znacznie więcej! I właśnie dlatego w dniu wyjazdu do Holandii nie mogłam dopiąć walizki, a miesiąc później nie mogłam dopiąć na sobie ubrań, które do niej włożyłam.

Niestety, będąc w Polsce nie dobrnęłam do końca lektury i nie dowiedziałam się, że do odzieży roboczej, w którą za miesiąc i tak się nie zmieszczę, potrzebować będę jeszcze ochronnego obuwia z metalowym noskiem. W beztrosce i słodyczy nieświadomości wyjechałam, by przeżyć pierwszą w swoim życiu zimę w sandałkach. No, prawie. Buty ochronne nabyłam  na miejscu, dzięki przychylności agencji pracy. Dodajmy, że za cenę dużo wyższą i w dodatku potrąconą od pierwszej, tak długo oczekiwanej, pensji. Jak widać, nie tylko szewc bez butów chodzi. A Polak po szkodzie mądry się staje nawet w Holandii.

Polecam Wam treść „Książki powitalnej”, bo w zwięzłej formie otrzymacie instrukcję obsługi życia na obczyźnie. Jest tam lista potrzebnych numerów telefonów. Nie znajdziecie więc numeru do byłego chłopaka, ale będą kontakty znacznie cenniejsze: do osób odpowiedzialnych za zatrudnienie. Są również adresy proponowanego zakwaterowania, więc dzięki niej nie staniecie się bezdomni czy – jak proponują specjaliści od społecznej poprawności – domoujemni. Znajdziecie słowo na temat organizacji transportu w obie strony,  reguł, panujących w ośrodku, który zamieszkujecie oraz zasad, obowiązujących w nowej pracy. Będzie wiadomość o tym jak uczynić zdrowie z choroby, szczęście z nieszczęścia, coś z niczego. Dowiecie się co macie ze sobą zrobić, kiedy kompletnie nie wiecie co robić. I najważniejsze: wytrwałych, którzy dobrnęli do końca tekstu, czeka nagroda. Właśnie tam znajduje się Królowa Informacji, czyli wiadomość o tym kiedy i jak często dostaniecie wypłatę.

A mogłam przeczytać!

Oferty pracy

ostatnio dodane

TNS GROUP współpracuje z firmą Tax-Pol w rozliczaniu podatku z za granicy oraz innych świadczeń socjalnych. Każda osoba rozliczająca się za pośrednictwem TNS GROUP otrzyma 10% rabatu. Sprawdź ile zwrotu podatku Ci się należy. Symulacje wysokości zwrotu zrobią dla Ciebie za darmo.